Głos Robotniczy 23.01.1980 (Lekcje pod gwiazdami)

 

 

Niektórzy na całą sprawę patrzą z powątpiewaniem. Z pozoru wygląda na to, że porwali się „z motyką na słońce". I w przenośni i dosłownie.   Któż to bowiem słyszał, aby uczniowie pod kierunkiem nauczyciela podjęli się budowy... planeta­rium. W dodatku bez żadnych funduszy, tak zwanych długofalowych programów działania czy opracowań technicznych. Jednak  tych kilka miesięcy, jakie minęły od rozpoczęcia prac, wskazuje, że cel zostanie osiągnięty.

Na dobrą sprawę krajowe planetaria można policzyć na palcach obu rąk.   Największe, najnowocześniejsze i najczęściej odwiedzane, znajduje się w Chorzowie.   Mogą się nimi poszczycić również: Frombork, Olsztyn, Gdy­nia, Toruń, Grudziądz, Warszawa, Wrocław i Kraków. W tym ostatnim mieście, jak na razie, zawieszono działalność. Wiele regionów ma ambicje .stworzenia planetariów, będących przecież niewątpliwą   atrakcją turystyczną. Niewielu to jednak się udaje.

- Pierwsza znana próba budowy szkolnego planetarium w Piotrkowie    miała miejsce jeszcze przed wojną. Jeden raz przymierzano się do tego po wojnie. Niestety, bez pozy­tywnego rezultatu. Do trzech razy sztuka...

Przed szacownymi murami I Liceum Ogólnokształcącego   im. Bolesława Chrobrego w Piotrkowie Trybunalskim, stoi pomnik Miko­łaja Kopernika, wzniesiony w 500 rocznicę urodzin   wielkiego,   polskiego   astronoma. Fronton  szkoły,  której  tradycje  sięgają trzech wieków, zdobi zegar słoneczny. Na korytarzu,   wśród wielu tablic i obrazów, upamiętniających bogatą przeszłość i dzień dzisiejszy tej zasłużonej placówki oświato­wej uwagę zwraca dział tematyczny, zaty­tułowany „Astronomia". Jest tam stała i ob­rotowa mapa nieba, współrzędne planet oraz innych danych, w których laikowi trudno się połapać. W jednej z gablot można znaleźć napis: „Zgłaszajcie się do prac (społecznych),

- przy budowie szkolnego planetarium". Chęt­nych widocznie nie brakuje, o czym świad­czą wyniki poczynań nie takiej znowu ma­łej grupki entuzjastów. Marek Dróżdż, Irek „Witkowski, Adam Haraziński wraz z kolega­mi przepracowali po lekcjach wiele godzin. Roboczogodziny liczyć można na tysiące, lecz w ich sumowanie nikt się nie bawi.

— Podejmując się tego zadania — mówi Zbigniew Solarz, nauczyciel fizyki i astro­nomii, spirytus movens całego przedsięwzię­cia — zdawaliśmy sobie sprawę z trudności, które nas czekają. Zarówno na początku, jak teraz, musimy liczyć tylko na siebie. Z do­świadczeń budowy podobnego typu plane­tariów korzystać nie można, bo nie ma gdzie. Rozwiązania techniczne możemy jedynie pod­patrzeć w innych planetariach. Wznoszone są one jednak przez  wyspecjalizowane firmy i wyposażone w nowoczesny,   zeissowski sprzęt optyczny. Nas na takie wydatki nie stać. Trzeba wszystko organizować własnym sumptem.

Pierwsze lekcje „pod gwiazdami"   będzie można prowadzić w przyszłym roku szkol­nym. Widzowie będą mogli oglądać planety „stojąc" na równiku bądź na biegunie. Z obrazem nieba będzie się także można cof­nąć do czasów  starożytnych  lub przesko­czyć np. do roku... dziesięciotysięcznego...

W obwili obecnej prawie gotowa jest po­tężna kopuła o średnicy 6 metrów i po­wierzchni 60 m kw. Wielkością zbliżona jest ona do małych planetariów, istniejących w Warszawie czy Krakowie. Największa znaj­duje się w Chorzowie i liczy 20 metrów średnicy. Dorobiono się już kilku pierwszych. rzutników. Łącznie będzie ich aż 50, v/ tym 24 do projekcji gwiazd, 5 do planet oraz po jednej do Słońca, Księżyca, współrzęd­nych astronomicznych i innych ciał niebie­skich. Rzutniki te dostarczone zostały dzięki serdecznemu podejściu do zamierzeń piotr­kowskich astronomów, przez kierownictwo Polskich Zakładów Optycznych w Warsza-. wie. Obiektywy umieszczone zostaną pod róż­nymi kątami w specjalnie skonstruowanej, zdalnie sterowanej kapsule. Szczególnie' trud­ne będzie zestrojenie poszczególnych rzutni­ków. Dalszych przemyśleń wymaga opraco­wanie programów: specjalistycznego i po­pularnonaukowego. Całość sprzężona zostanie z magnetofonem. Na podkładzie muzyczmym nagrany zostanie komentarz.

— Ponieważ całe przedsięwzięcie wykony­wane jest sitami społecznymi —   dodaje Z. Solarz — jego realizacja nie byłaby możli­wa bez wydatnej pomocy zakładów pracy i instytucji. Przedsiębiorstwo opiekujące się naszą szkołą — FMSz. „Vitroma", wykona­ła konstrukcję stalową utrzymującą kopułę, FEWB „Metalplast" dostarczyła 10 kg buta­prenu, zaś HSO „Feniks" — farbę emulsyj­ną. Pomoc merytoryczną zaoferował Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii.

Nie .oznacza to jednak, że wszystko idzie gładko. Brakuje folii miedzianej do specjal­nych klisz. Folia aluminiowa do tego celu nie nadaje się — jest zbyt miękka. A po­trzeby są bardzo skromne i sięgają jedynie 0,25 m kw. Piotrkowscy astronomowie .szu­kają również zakładu,   który podjąłby się wytrawienia otworów w kliszach. Nakłuwa­nie szpilką małego liczącego 26 na 26 mm kawałka folii miedzianej  wymaga wprost niesamowitej precyzji. Z pewnością znajdą. się chętni, którzy pospieszą z pomocą. Warto!

WŁODZIMIERZ IBRON