Solarium pod gwiazdami – Dziennik Łódzki 8.10.2001

Niejedną spadającą gwiazdę obserwował profesor z „Chrobrego” i pewnie dlatego spełniły się jego marzenia

Solarium pod gwiazdami

 

W środę minie 20 lat od otwarcia pierwszego w Polsce amatorskiego planetarium w I Liceum Ogólnokształcącym imienia Bolesława Chrobrego w Piotrkowie. Pomysłodawcą i wykonawcą przedsięwzięcia był, nieżyjący od 5 lat, nauczyciel fizyki i astronomii Zbigniew Solarz.

Planetarium, przypomnijmy, zo­stało wykonane w ciągu dwóch lat. W jednej z sal lekcyjnych zbudowano kopulę o średnicy 6 metrów i aparatu­rę wyświetlającą złożoną z 50 rzutni­ków. Planetarium powstawało bez żadnej dokumentacji. Pomysły poja­wiały się na bieżąco. Weryfikowano je metodą prób i błędów, na drodze nie­zliczonej liczby eksperymentów. Najpierw zajęto się konstrukcją kopuły nieba. Wykonali ją uczniowie z 24 kli­nów wyciętych z folii polietylenowej, którą pozszywano „na okrętkę". Naj­większy problem stanowiły soczewki niezbędne do aparatury wyświetlają­cej. Sytuację uratowały Warszawskie Zakłady Optyczne, które podarowały profesorowi Solarzowi i jego pomocni­kom kilka kilogramów swoich wybra­kowanych wyrobów.

Pomysłów nie brakowało. Pierw­sza kapsułę wykonano z czajnika. Po­mocne okazywały się rzeczy nikomu niepotrzebne: opakowania po dezodo­rantach, sprężyna z łóżka, rurki od namiotów, blaszki ze starych zegarów i gramofonów.

- Z opowiadań profesora wiem, że najwięcej kłopotów dostarczyły gwiazdy - opowiada Jacek Stańczak, obecny opiekun planetarium w I LO. - Znalazł się i na to sposób.

Przygotowanie klisz wymagało niesamowitej precyzji. Należało wła­snoręcznie sporządzić mapki nieba i nanieść na nie, za pomocą pesety, każdą z 6124 gwiazd. Wycinano je z papieru. Miały różne rozmiary, w zależności od jasności. Potem foto­grafowano to. W ten sposób tworzono szablon fragmentu nieba, który słu­żył jako wzorzec do ostatecznego wy­konania gwiazd z folii miedzianej. W tym celu, z zegarmistrzowską pre­cyzją, należało dokonać kilku tysięcy nakłuć szpilką. Każde takie foliowe kółeczko, umieszczone we właściwym rzutniku, dało na kopule obraz fragmentu nieba.

- To jest genialne w swej prostocie
- mówi Krzysztof Wiewióra, dyrektor szkoły. - Ale żeby wpaść na te pomysły, trzeba było bardzo dużego zmysłu technicznego i profesor Solarz miał taki dar. Jeśli chodzi o dokładność, to brakuje słów. W tych amatorskich warunkach zrobiono wszystko po mi­strzowsku.

Klisz było w sumie 24. Podobno, gdy profesor siedział od rana do wie­czora, to potrafił nakłuć ich 18. Ale to oczywiście przy posiadanej wprawie.
- Profesor przerabiał to wielokrotnie
- objaśnia Jacek Stańczak. - Powstało około 7 takich kompletów. Chodziło
o dopasowanie możliwie najbardziej do tego, co obserwujemy na prawdziwym niebie.

Na bazie piotrkowskiego planetarium zbudowano inne: w Łodzi i Potarzycy gmina Jarocin. Zbigniew So­larz chętnie pomagał tym, którzy zwrócili się. do niego o radę. — „Bu­downiczowie" obu korzystali z jego wiedzy i doświadczenia - mówi Jacek Stańczak. - Na przykład dla łódzkiego obiektu wykonał między innymi klisze nieba.

W drugiej połowie lat 80. udało się konstruktorowi wiele rzeczy w planetarium przerobić. Zmieniono kopułę. Czajniki zostały zastąpione idealnymi sferycznymi czaszami. Pojawiły się też nowe soczewki. Tym razem wszystkie identyczne!

Zbigniew Solarz reprezentował gatunek ludzi niezbyt często spoty­kany. Bardzo rzadko się denerwo­wał. Potrafił wielokrotnie coś komuś tłumaczyć. Dzielił się swoją wiedzą i umiejętnościami zupełnie bezinte­resownie. - Kiedy pierwszy raz przyszedłem do planetarium, a nie uczyłem się w „Chrobrym", profesor nie pytał, skąd się wziąłem - wspo­mina Jacek Stańczak. — Dla niego ważne było, że interesuję się astro­nomią. Pożyczył mi wtedy lunetę szkolną, chociaż nic o mnie nie wie­dział. Dopiero gdy wróciłem po kilku dniach, spisał moje dane.

Młode pokolenie przychodzi do I LO tylko na seanse. Ci, na oczach których powstawała budowla, przy­prowadzają swoje dzieci lub uczniów Z sentymentu. Chcą, aby zobaczyli słynną w ich czasach pracownię dru­ha Solarza (zajmował się wcześniej w szkole harcerstwem). Niektórzy nie używają określenia planetarium, lecz solarium, a to w dowód szacunku i uznania dla lubianego nauczyciela.

- Był dumny z planetarium - podsu­mowuje Jacek Stańczak. - Zależało mu na tym, aby trwało, gdy Jego już nie będzie. I kręci się... (ZAT)

Barbara Zatorska