Pierwsze polskie planetarium - Głos Wybrzeża 10.02.1982

 

Pierwsze polskie planetarium

Przybysza, odwiedzającego niegdysiejsze Kolegium Jezuitów, dziś Liceum Ogólnokształcące Im. Bolesława Chrobrego w Piotrkowie Trybunalskim, mógłby zmy­lić może stojący przed liceum pomnik. Nie - jak by się można spodziewać -Piasta, lecz innego sławnego rodaka - Mikołaja Kopernika. (Pomnik jest dłu­ta Ludwiki Nitschowej i stanowi wierną kopię dzieła, ustawionego w Montrea­lu). Kopernik bywał swego czasu w Piotrkowie, trudno jednak dziś dociekać motywacji takiego usytuowania pamiątkowej figury. Kopernika na pomniku wsparto zegarem słonecznym — jedynym notabene w województwie - umieszczonym na frontonie szkoły. Dodajmy jeszcze, że ulicę przy której stoi szkoła, prze­mianowano na al. Kopernika...

Były więc już właściwie wszelkie podstawy, aby w szkole ruszyło coś na polu astronomii. I rzeczywiście sprawa drgnęła i zaczęła nabierać rozpędu, gdy astronomii zaczął tu uczyć nauczyciel fizyki Zbigniew Solarz.

Jest tu człowiek. któremu jedna pasja, jeden zawód nie wystarczały od lat Oprócz te­go, że był nauczycielem z biegiem lat stał się po tro­sze elektronikiem. plasty­kiem, mechanikiem precy­zyjnym, z czasem nabierając w tych dziedzinach niejakiej perfekcji. Zaczęły więc po­wstawać zwiększające skąpy zasób pomocy dydaktycznych — mapy nieba i planet, a uczniowie  innym okiem zaczęli patrzeć w gwiazdy. I szyb-ko przestały im wystarczać płaskie atlasy. Wspólnie z na­uczycielem postanowili oglą­dać je inaczej. Rzutnik i pła­ski ekran to też nie było to.

Po tygodniach poszukiwania odpowiednich materiałów prób i wytężonej zbiorowej pracy w jednej z pracowni ze 102 zszytych ze sobą ka­wałków lektury polietyleno­wej, podklejonej papierem pomalowanej farba emulsyj­ną, powstała prawdziwa ko pula o 6-metrowej średnicy I to już było coś... Jeden rzutnik nie wystarczał do projekcji obrazu na cała powie­rzchnię. Trzeba było czterech ustawionych pod odpowiednimi kątami. Z braku obudowy do ich zamocowania, prof. So­larz użył... „czajnika", który miał w miarę odpowiedni kształt Cóż, kiedy obraz na kopule pozostawał nierucho­my. Żeby jednak naśladować ruch ciał niebieskich potrzeba specjalnej aparatury. budo­wanej np. przez Zakłady Zeissa w Jenie. O takiej szkoła nie mogła nawet marzyć. Nie pozostało nic innego jak...

zbudować planetarium

Łatwo powiedzieć — trudniej zrobić. Żeby zobaczyć jak trudno trzeba się cofnąć do historii „planetarnictwa”.

W latach 1919—1824 prof dr Walter Bauersfeld. nie­miecki inżynier, pracownik firmy Carl Zeiss Jena. mając do dyspozycji znane za­kłady aparatury optycznej, w ciągu pięciu lat zbudował pierwsze urządzenie tego rodzaju. Trudno powiedzieć, jaki był ten prekursorski aparat, niemniej zakłady w Jenie stały się wyłącznym monopoli­stą w tej dziedzinie.

W Polsce podjęto dotych­czas dwie próby zbudowania planetarium, obie bez powodzenia W latach trzydzie­stych, na bazie urządzeń zeissowskich próbował zbudować podobny aparat lwowski in­żynier Leonard Weber. Po wojnie kontynuował prace we Wrocławiu jednak bez osta­tecznych efektów. W latach 60-tych podobnego zadania podjął się w Krakowie zna­komity inżynier Marek Kibiński znany z zasług dla rozwoju polskiego radia i telewizji.

W Polskim Towarzystwie Miłośników Astronomii z powątpiewanlem więc słuchano Zbigniewa Solarza. Który na jedne z sesji stwierdził że za dwa lata w LO im. Chrobrego w tamtejszym planetarium odbędzie się pierwszy seans.

100 tysięcy otworów

„Właściwie nie bardzo po­trafię powiedzieć, na czym opierała się wtedy moja pewność w powodzenie — opo­wiada Zbigniew Solarz — Bo chyba nie na tym „czajniku" na którym się zatrzymaliśmy Ale skoro już powiedziałem to nie pozostało nic innego jak zbudcwać aparaturę. Do dyspozycji miałem właściwie tylko trochę tzw. śmieci z warszawskich zakładów optycznych: szkieł, soczewek do których trzeba było dopasować potrzeby. Właśnie tak, a nie odwrotnie (…?)

Wymyśliłem ogólną koncepcję układu optycznego i na­pędowego wiedziałem co chcę uzyskać w ostatecznym efek­cie. Pozostało wypróbować w praktyce poszczególne pomy­sły i wybrać optymalne
Najwięcej kłopotów miałem z... gwiazdami. Z wykonaniem klisz do rzutników z otworkami, które na kopule dały­by obraz gwiazd Najpierw próbując, dziurkowałem wg zdjęć papier, później folię aluminiowa, wreszcie miedzianą. Na kółku folii o śred-nicy 47 mm trzeba zrobić kil­kaset otworków, niektóre o średnicy setnych części milimetra. Wielu nie widać na­wet gołym okiem. Na kopule dają obraz 6 tyś gwiazd z zachowaniem parametrów, uzyskiwaniem w planetariach Zeissa Aby do tego dojść musiałem tych otworków zro bić co najmniej 100 tysięcy."

W okrągłej kapsule plane­tarium p Solarza znajdują się 24 rzutniki, poza nią — 26. Rzucają one na kopula­sty ekran 6 tyś. gwiazd — wszystkie gwiazdy widoczne gołym okiem na półkuli północnej i południowej. Apara­tura może pokazać obraz nie­ba o dowolnej porze doby i roku. oglądanego z różnych szerokości geograficznych ty­siące lat wstecz lub naprzód.

A jednak się kręci

Można już teraz powiedzieć że ,kręci się" zupełnie nie­źle. Do tego stopnia, że „obroty sfer niebieskich" w planetarium w piotrkowskiej szkole wprawiły w zachwyt i podziw największych fachowców w tej dziedzinie. Uroczysta otwarcie pierwszego polskiego zarazem pierwszego szkolnego, planetarium odbyło się 10 października 1981 r.

Wszystkie z importu. Wszystkim też pod względem precyzji, bogactwa pokazywanych podczas seansu zjawisk dorównuje — planetarium Zbignie­wa Solarza. W niektórych przypadkach Je przewyższa. Np. w Piotrkowie można po­kazać obraz zorzy polarnej

Po pierwszym, inauguracyj­nym seansie, po burzy okla­sków i komplementów, padły też różne propozycje. Nawet takie jak 3, a potem 5 milio­nów złotych, zaproponowane za. aparaturę przez przedsta­wicieli jednego i uniwersyte­tów. (Koszt piotrkowskiego planetarium, oprócz robociz­ny, wyniósł kilkanaście tyś zł).

Realna — zdaniem Z So­larza — propozycja, to utworzenie z podobnych jemu lu­dzi zespołu, który budowałby takie planetaria, aby szkoły nie musiały urządzać wycie­czek np do Chorzowa.

Konstruktor pierwszego polskiego planetarium, pierwszy, któremu śmiały zamysł powiódł się w pełni, gotów jest służyć radą i pomocą każdemu kto się do niego zgłosi.

Spośród kilkudziesięciu po-mocników Z. Solarza — uczniów w ciągu tych 2 lat zostało kilkunastu zapaleńców i kilku wiernych. Niektórzy z nich będą studiowali astronomię. Już dziś znają gwiaździste niebo „jak własną kieszeń" i bawią się odnajdywaniem wśród kilku tysięcy świetlnych drobinek umiesz­czanej w coraz to innym miejscu, gwiazdy nowej", bo i na takie zabawy pozwala aparatura.

W uznaniu zasług konstruktora pierwszego polskiego planetarium (ewenementu chyba na skalę światowa w amator­skich warunkach) Zbigniewa Solarza odznaczono Złotą Ho­norową Odznaką Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii. Otrzymał też na­grodę ministra oświaty i wy­chowania I stopnia

Ale dla Z Solarza przede wszystkim liczy się społeczna pasja i jej efekty, przy­datne młodzieży.

„Popracuję jeszcze trochę nad tym moim wynalazkiem by muzyka sfer niebieskich brzmiała w licealnym plane­tarium jeszcze pełniej."